Wyprawy rowerowe Przemka

rowerami

roweramiPrzemysław Kapuściński – urodzony 16 lipca 1981 r. w Wałbrzychu, gdzie dorastał i skończył edukację na poziomie podstawowym i licealnym, najpierw w SP 21, oraz Państwowej Szkole Muzycznej I-go stopnia, potem w II Liceum Ogólnokształcącym. W roku 2000 przeprowadza się z rodzinnego miasta do pobliskiego Wrocławia gdzie podejmuje naukę na Akademii Rolniczej na kierunku Inżynieria Środowiska. Na wiosnę 2001 odkrywa swoje turystyczne powołanie, podróżując ze swoim wielkim przyjacielem Jackiem po Czechach rowerami. Od teraz już wie, że rower i przemożna chęć poszerzania horyzontów geograficznych, kulturowych jak i sportowych będzie pchała go do organizowania coraz to nowych wypraw rowerowych, jak i tych gdzie rower został w domu. W lipcu 2001 r. rusza wraz z Jackiem i Sergiuszem rowerem na podbój Litwy i Łotwy. Bardzo ciekawa wyprawa przy zmiennych warunkach pogodowych i drogowych owocuje niezapomnianymi wrażeniami jak i chwilami zwątpienia, gdy wysłużony rower odmawia posłuszeństwa 80 km od Rygi. Garażowe, a raczej bazarowe metody naprawy roweru Łotyszy pozwalają jednak wrócić szczęśliwie do domu. Wyjazd to zwiedzanie interesujących miast – Kowna, Wilna i Rygi, a także zwiedzanie zamku w Trokach oraz litewskiego wybrzeża Bałtyku.

Po powrocie, jesienią 2001 r. zapisuje się do Studenckiego Koła Naukowego Meliorantów na swoim wydziale, co w przyszłości owocuje wieloma interesującymi wyjazdami naukowymi. Maj 2002 r. to kolejna wyprawa rowerowa do Czech z Jackiem i Sergiuszem. Latem tego roku podejmuje się uczestnictwa w rowerowej wyprawie „Szlakiem Wielkich Zapór w Szwajcarii” przy współpracy ze swoim wydziałem, dla którego zbiera materiały do późniejszych konferencji, wystaw i publikacji. Przepiękne alpejskie krajobrazy urzekają go bez końca, podczas dwóch tygodni w siodle, przejeżdża wraz z przyjaciółmi Szlak Winny w Alzacji, Lozannę, Genewę oraz składa wizytę na pięciu wybranych przez siebie obiektach hydrotechnicznych – zaporach Grande Dixence, Zeuzier, Mauvoisin, Hongrin oraz Gösheneralp. Każda z tych gigantycznych zapór to mordercze podjazdy na wysokość ponad 2000 m, dodatkowo po drodze dwie ogromne przełęcze – Furkapass i Klausenpass. Na tej drugiej, podczas 30 km zjazdu w deszczu i temperaturze bliskiej zera topi hamulce.

Jeszcze tego samego lata z przyjaciółmi ze studiów organizuje wyprawę w czeskie Morawy i Sumavę. Naocznie przekonuje się o ogromie powodzi jaka tego lata dotknęła południowych sąsiadów. Po powrocie na kolejny rok studiów w listopadzie 2002 r. organizuje w ramach SKN wyjazd do kresowego Lwowa. Od tego czasu Ukraina stanie się jego wielką miłością. Kwiecień 2003 to swoisty rowerowy maraton rowerowy – 460 km w 30 godzin nad Bałtyk. Maj to kolejny wypad do Czech na rowerach, zaś w ramach działalności we wspomnianym SKN wraz z grupa studentów jedzie do Moskwy. Długa, choć interesująca podróż pociągiem, oraz tydzień spędzony w stolicy Rosji na zwiedzaniu oraz działalności naukowej. Wakacje 2003 r. to kolejna wspaniała wyprawa rowerowa – 2200 km po Węgrzech, Rumunii, Bułgarii oraz Ukrainie. Po drodze cudowne winnice Tokaju, piękno Gór Fogarskich oraz Bukareszt i potem Morze Czarne. Dziwne przygody z konduktorami w pociągu z Konstancy i tak nie zatrą wielce pozytywnego wrażenia z tego kraju. Końcowy akcent wyprawy to skrajne nieporozumienia na przejściu granicznym w Medyce i wszechmocne kombinacje przy powrocie do kraju.
Jesienią 2003 r. to kolejny wyjazd w ramach SKN – na konferencję naukową do stolicy Wojwodiny Nowego Sadu w Serbii, oraz do Holandii i Belgi na wizytację systemu przeciwpowodziowego Deltawerken wraz z jego sztandarowymi budowlami – Meslantkering i Ősterschelde. W międzyczasie seria konferencji studenckich w Siedlcach, Wrocławiu i Olsztynie. Rok 2004 to marcowy wyjazd do Londynu w roli opiekuna i tradycyjna majówka na rowerze w Czechach.

Wakacje 2004 to już kolejna wyprawa rowerowa – tym razem przez austriacki Tyrol i włoskie Dolomity do Słowenii i dalej do Chorwacji. Urzekające wybrzeże Adriatyku to niezapomniane chwile. Z Chorwacji kieruje się do Czarnogóry i dalej do Albanii. W drodze powrotnej przejeżdża Bośnię i odwiedza bardzo intrygujące go miasto – Sarajewo, a także ponownie Nowy Sad.
We wrześniu 2004 r. wraz ze studentami z SKN jedzie do niezapomnianego Tallina i promem do Helsinek., zaś w listopadzie z Ewą do szwedzkiej Karlskrony. Gdy w listopadzie i grudniu 2004 wybucha na Ukrainie pomarańczowa rewolucja, zbiera znajomych i 26 grudnia staje na Majdanie wśród wiwatującego kijowskiego tłumu. To były niezapomniane przeżycia.
W lutym 2005 r. z Łukaszem odwiedza przepiękną Czarnohorę, gdzie brnie przez śniegi po ciekawych siołach – Dzembroni i Bystrecu, poznaje lokalny folklor i poznaje prawdziwie słowiańską gościnność.
Dwa miesiące później – w kwietniu, umiera Jan Paweł II. Przemek wie, że musi dojechać do Rzymu na pogrzeb i dojeżdża, choć niewielki budżet wyprawy powoduje wiele ciekawych perypetii z kierowcami z którymi wraz z przyjacielem Łukaszem podróżuje autostopem. W maju tradycyjnie – rowerowe Czechy. Po obronie pracy magisterskiej na początku lipca wraz z Łukaszem ruszają na najdłuższą z dotychczasowych wypraw – 4100 km po północnych rubieżach Europy. Ogromna mobilizacja i tempo wyprawy – średnio 185 km dziennie pozwalają dwójce przyjaciół 19 lipca stanąć na Przylądku Północnym w Norwegii i spełnić tym samym wielkie rowerowe marzenie. Wracają przez Finlandię oraz kraje nadbałtyckie.

W sierpniu 2005 r. zaczyna pracę zawodową w zawodzie inżyniera budownictwa i zamieszkuje w malowniczo położonym Wleniu. Praca w pewnym sensie ogranicza czas na kolejne podróże, lecz jakoś znajduje czas na rozwijanie swojej pasji. W listopadzie wraz ze znajomymi ze studiów odwiedzają Grodno na Białorusi, zaś w grudniu jadą na Krym na Ukrainie. Półwysep bardzo przypadł do gustu.
W styczniu 2006 r. z Anią, przyjaciółką ze studiów płynie do pięknej Kopenhagi. Danię odwiedza raptem 4 miesiące później, tym razem na rowerze – będąc uczestnikiem niezapomnianej wycieczki na Bornholm.
W międzyczasie w jednej z wałbrzyskich knajp poznaje Karolinę, zwaną również Gizelą. Ta postać staje się z czasem kluczowa w jego życiu. W lipcu 2006 wraz z Anią i Ewą okrąża samochodem Irlandię, dwa tygodnie później jedzie do Kijowa i Kamieńca Podolskiego.
We wrześniu 2006 r. w głowach Karoliny i Przemka rodzi się wspólny pomysł na zorganizowanie wyprawy samochodowej dookoła świata. W grudniu 2006 razem ruszają na Ukrainę, gdzie w magicznej Czarnohorze, na stokach Howerli poznaje bardzo wartościowych ludzi. Tu właśnie rodzą się znajomości, które być może zaowocują spełnieniem największego marzenia Przemka.
W końcu stycznia 2007 r. z Anią ze studiów Przemek składa pierwszą wizytę w Afryce. Poprzez hiszpańską Andaluzję oraz Gibraltar dopływa do Maroka. Kraj urzeka go bezgranicznie. Zwiedzanie medyn największych miast, Tangeru, Casablancy, Rabatu, Marrakeszu, Fezu i Meknesu pozwala poznać koloryt tego cudownego kraju. Nigdy nie zapomni chwil na placu Djemaa El-Fna w Marrakeszu, jednym z ciekawszych miejsc jakie widział, smaku daktyli, fig i innych południowych frykasów. Na południu Maroka wraz z Anią wyruszają wielbłądami na nocleg na Saharze, tą magiczną ciszę i śpiew Berberów na nocnej pustyni również zapamięta do końca życia.

3 maja 2007 r. gdy samolot z Kopenhagi osiada na płycie lotniska w Keflaviku Przemek spełnia swoje kolejne wielkie marzenie. Oto znajduje się na bajecznej wyspie ognia i lodu – Islandii. Wicher rzuca nim po wyjściu z terminala, tak oto bajeczna kraina wita w swych progach dzielnego rowerzystę. Siła wiatru jest tak duża, że niewielki dystans 50 km do stolicy kraju – Reykiaviku pokonuje aż w 7 godzin ! Kolejny dzień to prawdziwy sen – piękna pogoda, względnie dobre drogi i cudowne krajobrazy. Wieczorem dociera nad gejzery. Kolejny dzień jest również jak sen, tyle że koszmar. Za słynnym wodospadem Gulfoss, podróżnik wjeżdża w największą pustynię Europy – islandzki interior. I tu zabawa się kończy. Droga F 35 – Kjolur po kilku kilometrach okazuje się drogą przez mękę. Gruba warstwa błota, brody w lodowatych rzekach, mokry śnieg i wszechogarniające zimno. Nie da się już jechać rowerem, więc trzeba go prowadzić, niejednokrotnie w lodowatej wodzie po kolana.

Wieczorem, kompletnie zrezygnowany dociera do chatki, która okazuje się być otwarta i wita przybysza ciepłem gazowego piecyka i światłem świec. Jakież to niezapomniane wrażenia być samemu wśród lodowców interioru i ogromu bezkresów Islandii ! Niestety rankiem musi wrócić, gdyż dalsze brnięcie w Kjolur może się skończyć spóźnieniem na samolot. Kolejne dni to walka z sobą i kapryśną aurą wyspy – gradobiciem, śnieżycami i wichrem. Jednak samotna chatka gdzieś tam pośrodku Kjoluru warta była tych wszystkich wysiłków.
W czerwcu 2007 r. wraz ze znajomymi jeździ po Szkocji autem (zobacz relację z podróży togdzieteraz.pl). Przemek zawsze zadaje sobie pytanie – czym różni się podróżnik od turysty…Ktoś mniej lub bardziej mądry powiedział kiedyś że turysta zawsze mierzy czas który pozostał mu do końca podróży, podróżnik zaś nigdy.
Najwyższa więc pora stać się prawdziwym podróżnikiem… Pomysł wyprawy dookoła świata jak się okazuje padł na podatny grunt. Ukraińskie przyjaźnie z grudnia 2006 r. owocują wspólnymi, bardzo ambitnymi planami zorganizowania wyprawy samochodowej dookoła globu na przełomie roku 2008 i 2009. Wraz z Gizelą, Ewką i Machoneyem z Krosna planują dokonać takiego wyczynu.

Podobne treści

TAE-BOTAE-BO

To intensywny typowy trening techniczny, który łączy elementy wykorzystujące techniki karate, kickboxingu, aikido i tekwondo z krokami fitness wykonywanymi przy rytmicznej muzyce. Duży nacisk kładzie się na technikę wykonywania poszczególnych

mtb

OPTEXOPTEX

Wspieranie opoczyńskiego kolarstwa OPTEX S.A. rozpoczął w 1991 roku. Początkowo pomoc ta polegała na jednorazowych akcjach promujących firmę przez kolarzy Ludowego Klubu Sportowego „Opocznianka”. Dwa lata później w naszym kraju